Autor

ING
ING

Krótki czy długi termin – co lepsze w inwestowaniu - Humanista na Giełdzie #8

poniedziałek, 4 października 2021

Wybór horyzontu inwestycyjnego ma niebagatelne znaczenie dla naszej kariery inwestycyjnej. Jeżeli zdecydujemy się inwestować długoterminowo, prawdopodobnie z naszego radaru znikną podejścia oparte na większej aktywności. W drugą stronę działa to podobnie, inwestor krótkoterminowy będzie nudził się w dłuższym oczekiwaniu na zyski. W dzisiejszym tekście chcę pokazać, że inwestowanie na krótszy termin nie musi oznaczać ciągłego śledzenia notowań.

Wchodząc w świat inwestycji zazwyczaj zaczynamy od jakiegoś konkretnego podejścia. Jedni idą w kierunku analizy technicznej, opartej na odczytywaniu formacji z wykresu, a inni koncentrują się na podejściu fundamentalnym, związanym z perspektywami biznesowymi spółki.

Analiza fundamentalna z samego założenia operuje w długim horyzoncie, mierzonym w kwartałach lub latach. Otoczenie biznesowe zmienia się stosunkowo powoli, a nawet jeżeli zmiany mają bardziej gwałtowny charakter, często potrzeba miesięcy, żebyśmy zobaczyli ich skutki w sprawozdaniu finansowym. Dlatego dziś skupimy się na analizie technicznej.

Analiza techniczna również może być długoterminowa i krótkoterminowa. W długim horyzoncie czasowym mówimy głównie o analizie trendów, trwających niekiedy całe lata i dekady. Przeważnie jednak inwestorzy nie patrzą aż tak daleko, gdyż z perspektywie wielu lat nie są niczym niezwykłym korekty sięgające 60-70%, a takich zazwyczaj nikt nie chce przeżywać posiadając akcje. Inwestorzy koncentrują się głównie na trendach trwających do kilku lat, a korekta rzędu 20-30% jest już często impulsem to likwidacji posiadanych pozycji.

Zalety i wady podejścia długoterminowego

Opieranie się na długim terminie, sięgającym kwartałów lub lat ma niewątpliwe zalety. Decyzje transakcyjne podejmujemy raczej rzadko, a przez większość czasu tylko obserwujemy rynek i losy naszych pozycji. Kiedy już uda się złapać dobry trend wzrostowy, możemy korzystać z niego przez miesiące, kwartały, a niekiedy i lata. Udanym trendom towarzyszą też duże zyski, sięgające od kilkudziesięciu do ponad 1000 procent.

Jak widać na wykresie spółki Livechat, od dołka z 2018 roku do ostatniego szczytu notowania zwiększyły swoją wartość ponad sześciokrotnie, z okolic 22 zł do ok. 140 zł, a po drodze spółka wypłacała jeszcze dywidendę. Złapanie tego rodzaju trendu może być nie lada gratką i na poszukiwaniu takich właśnie okazji koncentrują się inwestorzy trendowi.

Jednak długoterminowe podejście trendowe ma również bardzo poważne wady. O ile trendy o rozpiętości kilkuset procent trafiają się na rynku, nie są przecież regułą. Należy również pamiętać, że aby podłączyć się do trendu trzeba go najpierw zidentyfikować i ewentualnie zaczekać na odwrócenie dotychczasowego trendu spadkowego. Patrząc więc na zaprezentowany powyżej przykład Livechatu, trudno zakładać, że inwestor trendowy kupiłby akcje po 22 zł. Zdecydowanie bardziej prawdopodobne są okolice 35 zł.

Podobnie ma się sprawa ze sprzedawaniem akcji, kiedy trend wzrostowy zamieni się na spadkowy. Raczej nigdy nie trafimy idealnie w wierzchołek, więc musimy zaakceptować pewien poziom straty, zanim uznamy, że trend się odwrócił. W wypadku Livechatu dobrym poziomem do tego mogłoby być przełamanie w dół wsparcia w okolicy 100 zł.

A zatem realia inwestowania trendowego sprawiają, że nie mówimy już o kupnie po 22 zł i sprzedaży po 140 zł, ale o kupnie po 35 zł i sprzedaży po 100 zł. Jest to znacząca różnica w zysku możliwym do osiągnięcia na takiej transakcji, o czym inwestorzy przekonują się dopiero wtedy, kiedy próbują przekuć teorię na praktykę. Zaznaczam, że w wypadku Livechatu sytuacja ciągle nie jest przesądzona, więc nie sugeruję, że trend się kończy lub zakończy się po przebiciu poziomu 100 zł.

Kolejnym wyzwaniem inwestowania trendowego jest skuteczność rozumiana jako szanse na złapanie istotnego trendu wzrostowego. Niestety należy liczyć się z ewentualnością, że większość naszych pozycji zakończy się stratą lub osiągnięciem niewielkiego zysku. Piękne trendy pozwalające zarobić setki procent to raczej wyjątek niż reguła. Dlatego też wyzwaniem jest takie skonstruowanie podejścia inwestycyjnego, aby te nieliczne zyskowne transakcje trendowe zarabiały na tyle dużo, aby pokryć straty ze znacznie liczniejszych, nieudanych wejść na rynek. Niestety tę zależność inwestorzy uświadamiają sobie dopiero podczas realnych zmagań z rynkiem.

Trzecią trudnością jest ludzka psychika. Kiedy już mamy w ręku trend wynoszący w górę nasze akcje, operujemy na dość dużych poziomach zysku. Widząc pozycję, która z 10 tys. zł jest nagle warta 50 tys. zł, boimy się o jej losy. Każda korekta jest dla niej zagrożeniem i obawiamy się, aby nie oddać rynkowi zbyt wiele zysków, które uznajemy już za nasze. W efekcie inwestorzy mają tendencję do zbyt wczesnego zamykania zyskownych pozycji, czego skutkiem jest opuszczanie trendu zbyt wcześnie. I po czasie okazuje się, że sprzedaliśmy akcje przy cenie 8 zł, a one dotarły rok później do poziomu 40 zł.

Pozwolenie zyskownym transakcjom na wypracowanie dla nas dużych zysków jest często najpoważniejszym z wyzwań.

Zalety i wady podejścia krótkoterminowego

Po przeciwnej stronie możemy postawić podejście krótkoterminowe do rynku. W zasadzie możemy mówić o wielu podejściach krótkoterminowych, gdyż obserwujemy tu bardzo dużą rozpiętość. Od bardzo aktywnych graczy, którzy operują na interwałach minutowych i wielokrotnie w ciągu dnia otwierają i zamykają swoje pozycje, do inwestorów nastawionych na zarobek w perspektywie kilku tygodni. Jednak można tu wyróżnić pewne wspólne cechy.

Wielką zaletą jest możliwość znacznie większego zarobku. Trendy wymagają miesięcy i lat na uformowanie, a w krótszym terminie instrumenty finansowe z relatywną łatwością poruszają się o +/- 10% na przestrzeni np. miesiąca. A więc teoretycznie, jeżeli mamy odpowiednie umiejętności i warsztat, możemy uzyskiwać zdecydowanie wyższe stopy zwrotu niż przy dłuższych horyzontach czasowych. Jest to z pewnością główny czynnik przyciągający inwestorów do takich podejść, tuż obok możliwości oferowanych przez dźwignię finansową.

Podobnie jak w wypadku inwestowania trendowego, uzyskiwanie dobrych rezultatów niesie jednak ze sobą wiele wyzwań.

Pierwszym z nich są koszty transakcyjne. Handlując na niższych interwałach najczęściej handlujemy często, bo i często trafiają się okazje inwestycyjne. Z tej perspektywy generujemy dość duże koszty (prowizje maklerskie + spread rynkowy), które musimy pokryć z zyskownych transakcji. A że zyski nie idą tu raczej w setki procent bo łapiemy mniejsze ruchy cenowe, zyskownych transakcji musi być stosunkowo dużo w relacji do stratnych.

Drugim wyzwaniem jest czynnik czasowy. Jeżeli nawet niewielki ruch rynkowy może być dla nas sygnałem do otwarcia lub zamknięcia pozycji, musimy nieustannie być blisko rynku, aby na te sygnały reagować. Pominięcie okazji inwestycyjnej lub co gorsza, przegapienie miejsca na likwidację pozycji może być bardzo kosztowne. Tym bardziej, jeżeli inwestujemy z dźwignią.

Dość dużym wyzwaniem jest skonstruowanie skutecznej metody inwestycyjnej, pozwalającej uzyskiwać te wielkie zyski. Przecież nastawiając się na mniejsze ruchy cenowe mamy dziesiątki możliwych okazji inwestycyjnych w relatywnie krótkim czasie. Dobranie odpowiedniej techniki inwestycyjnej i precyzyjne jej stosowanie jest zagadnieniem kluczowym, gdyż bez tego będziemy jedynie ponosili koszty, a naszymi wynikami będzie rządził przypadek. Z tego też względu od teorii do praktyki droga jest całkiem daleka.

I na koniec emocje. Obserwując często notowania i musząc sprawnie i szybko podejmować decyzje, działamy w warunkach dość stresogennych. Umiejętność odcięcia się od chciwości i strachu jest tu szalenie ważna. Nie trudno się więc dziwić, że tak niewiele osób jest w stanie długoterminowo utrzymywać się na rynku stosując bardzo aktywne podejścia.

Znajdź swój złoty środek

Jak pokazałem powyżej, zarówno podejście długoterminowe, jak i krótkoterminowe mogą być bardzo wymagające wobec inwestorów. Kluczem do sukcesu na giełdzie jest jednak znalezienie takiej strategii i takiego interwału czasowego, który z jednej strony pozwala nam uzyskiwać przewagę nad rynkiem, ale z drugiej strony trzyma w ryzach emocje i nie angażuje nas bardziej niż możemy sobie na to pozwolić.

W moim przypadku jest to interwał, który można określić jako średni termin, czyli perspektywa kilku tygodni. Z jednej strony nie jest to podejście angażujące w takim stopniu, jak aktywny trading, a z drugiej strony pozwala wykorzystywać takie ruchy cenowe na rynku, które udaje mi się dość trafnie analizować.

Na zaprezentowanym powyżej wykresie spółki KGHM pokazuję przykład mojej ostatniej transakcji z wykorzystaniem certyfikatów Turbo short. Obserwując notowania spółki dostrzegłem, że kurs akcji zakończył fazę wzrostów i wszedł w trwający od grudnia ruch boczny, mający za podstawę poziom 170 zł. Jednocześnie od maja notowania nie były wstanie wspiąć się i w kierunku nowego wierzchołka, a działo się coś przeciwnego: kurs zbliżał się coraz bardziej do wsparcia.

Dlatego też 23 sierpnia otworzyłem pozycję na spadek kursu KGHM, wykorzystując do tego certyfikaty Turbo. Nie wiedziałem, czy przełamanie wsparcia nastąpi za tydzień, czy za miesiąc, ale oceniałem, że w perspektywie kilku tygodni to się wydarzy. Pozycję zlikwidowałem 30 września, uzyskując z niej 25% zysku, już z uwzględnieniem efektu dźwigni.

Nie pokazuję tego jako przykładu konkretnej techniki inwestycyjnej, ale jako przykład horyzontu czasowego, w którym się odnalazłem i czuję się dobrze. Układ cenowy pod tę transakcję kształtował się przez prawie dziesięć miesięcy, a sama transakcja trwała ponad miesiąc. Obserwuję rynek na tyle bacznie, aby wyłapywać podobne okazje, ale z drugiej strony otwarta pozycja nie wymaga ode mnie aż tak pilnego śledzenia. Wystarczyło sprawdzić notowania codziennie po sesji lub raz na dwa dni.

Warto pamiętać, że dobór odpowiedniego horyzontu czasowego powinien wynikać nie tylko z naszych możliwości śledzenia rynku, ale przede wszystkim z naszego pomysłu na inwestycje. Dla jednych będzie to duża aktywność na niskich interwałach, podczas gdy inni najlepiej odnajdą się w spokojnym podążaniu za trendem. Kiedy już znajdziemy odpowiednie dla siebie miejsce, mamy szansę na uzyskiwanie dobrych wyników przez dłuższy czas.