Artykuły

Codzienne inwestowanie z certyfikatami Turbo - Humanista na Giełdzie #34

|
Powrót do przeglądu

Poszukując wiedzy i edukacji znajdziemy tysiące materiałów poświęconych różnym stylom inwestowania. Jednak z naszego punktu widzenia kluczowe jest, aby znaleźć ten jeden, który będzie najbardziej odpowiadał naszym potrzebom. Podobnie jest z inwestowaniem przy wykorzystaniu certyfikatów Turbo.

Śledząc publikacje poświęcone certyfikatom Turbo, również te ukazujące się na niniejszej stronie, można niekiedy odnieść wrażenie, że świat certyfikatów jest bardzo skomplikowany. Że trzeba być ekspertem w dziedzinie nie tylko rynku krajowego, ale również zagranicznych indeksów, spółek, walut czy surowców. Że trzeba na bieżąco śledzić publikacje wszystkich ważnych danych makroekonomicznych, od amerykańskich, przez europejskie czy azjatyckie. Że trzeba być nieustannie w rynku, zajmując, modyfikując i zamykając posiadane pozycje.

W dzisiejszym tekście chcę przypomnieć, korzystając nieco z przedświątecznego czasu, że z inwestowania powinniśmy brać przede wszystkim to, co nam odpowiada i w czym czujemy się dobrze.

Konkurs kontra rzeczywistość

Niedawno zakończyło się Turbo Wyzwanie, czyli coroczna gra inwestycyjna popularyzująca certyfikaty Turbo. Obserwując zmagania uczestników, w tym zmieniające się miejsca w rankingu, można niekiedy dojść do wniosku, że certyfikaty są instrumentami przeznaczonymi do bardzo aktywnego oraz agresywnego tradingu. Może świadczyć o tym stopa zwrotu przekraczająca 100%, którą w ciągu zaledwie pięciu sesji uzyskał najlepszy uczestnik w drugim tygodniu rozgrywki.

Jednak realia konkursowe znacznie różnią się od tego, co w codziennym inwestowaniu realizują uczestnicy, również ci z czołówki rankingu. W konkursie chodzi o zmaksymalizowanie stopy zwrotu w bardzo wąskim przedziale czasowym, wyznaczonym regulaminem. Stopa zwrotu jest tylko środkiem, który prowadzi do celu, jakim jest uzyskanie atrakcyjnych nagród, a fakt, że kapitał jest wirtualny, może skłaniać do podejmowanie bardziej agresywnych decyzji inwestycyjnych.

Dlatego też nie należy patrzeć na inwestowanie z wykorzystaniem certyfikatów przez pryzmat gry inwestycyjnej. Są to warunki szczególne, rządzące się swoimi prawami. W codziennym inwestowaniu, nawet jeżeli zawieramy transakcje w krótszym horyzoncie, naszym celem jest długoterminowe pomnażanie majątku. Długoterminowe, czyli w sposób, który przede wszystkim zapewnia nam przetrwanie na rynku. A to oznacza korzystanie z niższych wielkości dźwigni finansowej oraz często angażowanie mniejszej części portfela w dane transakcje.

Można, ale nie trzeba

Nie powinna nas również deprymować ilość instrumentów bazowych, stanowiących podstawę dla notowań certyfikatów Turbo. Owszem, dzięki nim możemy uzyskiwać ekspozycję na wiele klas aktywów, również tych bardziej egzotycznych, jak chociażby pallad. Co zrozumiałe, nie każdy i nie każda z nas czuje się ekspertem od tego akurat rynku. Warto więc pamiętać, że szeroka paleta instrumentów daje nam jedynie szanse, z których możemy, ale nie musimy skorzystać.

Oczywiście dostępność instrumentów zagranicznych, zwłaszcza amerykańskich spółek takich jak Tesla, Apple czy Nvidia, jest tym, co mocno interesuje dziś inwestorów. Dzięki certyfikatom na te akcje możemy realizować nasze scenariusze poprzez warszawską giełdę, korzystając np. z kont IKE czy IKZE. I jeżeli jest to obszar naszych zainteresowań, z pewnością doceniamy te możliwości.

Nie ma jednak niczego złego, jeżeli w naszym codziennym inwestowaniu skoncentrujemy się przede wszystkim na spółkach z warszawskiej giełdy, rozszerzając to być może o certyfikaty na indeksy Wig20, DAX i Sp500. Już taka grupa certyfikatów może sprawić, że będziemy mieli pełne ręce roboty. Dokładając do tego możliwość inwestowania w kierunku rynkowych spadków (dzięki certyfikatom short) stoimy często w sytuacji, gdzie ilość okazji inwestycyjnych jest większa niż nasze możliwości ich przepracowania.

Proste reguły pomagają
Podobnie jest w wypadku mojego inwestowania z wykorzystaniem certyfikatów Turbo. Obracając nimi od kilku lat, ustabilizowałem już swoje podejście i wydaje mi się, że znalazłem miejsce, w którym posiadam pewną przewagę nad rynkiem.

Postępuję przy tym nieco wbrew zaleceniom emitenta certyfikatów. Mój horyzont inwestycyjny na poszczególne transakcje nie ogranicza się do kilku sesji, ale z założenia obejmuje okres od kilku dni (jeżeli transakcja jest nieudana) do nawet kilku tygodni (jeżeli rynek nadal zmierza w kierunku, który obrałem). Oznacza to, że ponoszę nieco większy koszt finansowania, ale z drugiej strony dopasowuję tym samym moją strategię do ruchów rynkowych, które jestem w stanie obserwować i na które chcę reagować.

Moim głównym obszarem działania, przy wszystkich tych możliwościach i wszystkich dostępnych rynkach, pozostają spółki z warszawskiego parkietu. Wychodzę z założenia, że nie jestem w stanie osiągnąć odpowiedniego poziomu ekspertyzy, żeby specjalizować się w surowcach, walutach czy też poszczególnych amerykańskich walorach. Jednak jeżeli chodzi o spółki polskie, mam wrażenie, że poznałem je dość dobrze i wiem, czego mogę się po nich spodziewać.

Podobnie wybredny jestem z moim zaangażowaniem w rynek. Są okresy, kiedy posiadam kilka równocześnie otwartych pozycji, nawet na instrumentach o dość wysokiej korelacji. Są okresy, kiedy oczekuję na rynkowy zwrot i niektóre pozycje odzwierciedlają dotychczasowy kierunek (np. long), a inne już otwieram w kierunku short, spodziewając się zniżek na rynku. A bywają również takie okresy, kiedy nie mam wyraźnego przekonania co może zrobić rynek, a tym samym pozostaję bez pozycji oczekując na układ cenowy i warunki, które będę w stanie wykorzystać.

I ten styl inwestowania bardzo dobrze sprawdza mi się już od lat, dokładając się pozytywnie do stopy zwrotu uzyskiwanej w innych klasach aktywów. Znalazłem podejście, w którym czuję się dobrze i ruchy rynkowe, które certyfikaty Turbo pozwalają mi wykorzystywać.

Znajdź swój styl i osiągnij sukces

Jak więc widzicie, nie trzeba skomplikowanych algorytmów, refleksu szermierza i siedzenia przy notowaniach przez cały dzień, aby skutecznie inwestować z wykorzystaniem certyfikatów Turbo. Czasem wystarczy rozpoczęcie swojej przygody od jednego instrumentu i niewielkiej pozycji, aby z czasem nabrać pewności siebie i inwestować bardziej agresywnie. Dla jednych odpowiednie będą strategie bardzo dynamiczne, zakładające częste dokonywanie transakcji, podczas gdy dla innych najlepiej sprawdzi się niewielka dźwignia i spokojne polowanie na rynkowe ruchy.

Znam również inwestorów, którzy kupują certyfikaty bardzo blisko bariery, z najwyższą możliwą dźwignią, aby mocno zyskiwać jeżeli rynek podąży w oczekiwanym kierunku. Często kończy się to uderzeniem w barierę i zawieszeniem certyfikatu, ale najwidoczniej ich długoterminowa skuteczność jest warta ryzyka.

Dlatego zachęcam Was do podjęcia próby zbudowania własnej strategii z wykorzystaniem certyfikatów Turbo. Nadchodzący nieco spokojniejszy czas sprzyja podsumowywaniu dotychczasowych posunięć na rynku i planowaniu kolejnego roku. Powodzenia!